Moja własna instrukcja obsługi HW-585, 3-kanałowego regulatora prędkości wentylatora komputerowego.

Posted in Projekt on June 2nd, 2019 by BAKLO

Bardzo trudno było znaleźć dobrą instrukcję do HW-585, który kupiłem w Internecie, więc postanowiłem napisać własny. Być może będzie to pomocne także dla ciebie, jednak używaj go na własne ryzyko i sprawdź wszystko zanim aplikację zostawisz bez nadzoru.

plytka

Sterownik działa tylko z wentylatorami 4-przewodowymi przeznaczonymi do sterowania PWM (wentylatory 3-przewodowe będą zawsze pracować z maksymalną prędkością).
Automatyczne sterowanie jest tylko dla FAN1 (sterowanie oparte na temperaturze monitorowanej przez czujnik NTC).
FAN2 i FAN3 mogą być sterowane ręcznie za pomocą potencjometrów umieszczonych obok złączy FAN2 i FAN3.

Opis portów:
-12V + – złącze dla zewnętrznego zasilacza 12V DC
FAN1 – złącze dla wentylatora 1 (sterowanie automatyczne)
FAN2 – złącze dla wentylatora 2 (sterowanie ręczne)
FAN3 – złącze dla wentylatora 3 (sterowanie ręczne)
NTC-50K3950 – złącze czujnika temperatury NTC (w wielu przypadkach dołączony do zestawu)
BEEP – złącze brzęczyka (w wielu przypadkach dołączony do zestawu), nie ma potrzeby podłączania go, jeśli nie planujesz korzystać z funkcji alarmu przy zatrzymaniu się wentylatora.

Funkcje przełączników DIP:
TFL: OFF – najniższa prędkość FAN1 wynosi 20%, ON – najniższa prędkość FAN1 wynosi 40%
TP1 i TP2 – temperatura przyspieszania i pełna prędkość FAN1:

TP1

TP2

Temperatura przyśpieszania

Temperatura pełnej prędkości

OFF

OFF

35℃

45℃

ON

OFF

40℃

55℃

OFF

ON

50℃

70℃

ON

ON

60℃

90℃

Uwaga: poniżej temperatury przyspieszania prędkość FAN1 jest ustawiona na minimum.

BF1 – alarm zatrzymania FAN1 (ON – alarm włączony, OFF – alarm wyłączony).
BF2 – alarm zatrzymania FAN2 (ON – alarm włączony, OFF – alarm wyłączony).
Uwaga: jeśli oba są włączone, brzęczyk zostanie aktywowany, a dioda LED będzie migać, jeśli jeden lub oba wentylatory zostaną zatrzymane (lub odłączone); alarm zatrzymania jest aktywowany, gdy prędkość wentylatora jest mniejsza niż 700-800 obrotów/minutę – w przypadku korzystania z wentylatorów o niskiej prędkości obrotowej mogą one działać np. przy 600 obrotów/minutę, gdy sygnał PWM wynosi 10% lub 20%, co spowoduje wyzwolenie alarmu, nawet jeśli wentylator nadal się obraca.

Zakres regulacji prędkości:
FAN1: 20%-100% (lub 40%-100% gdy TFL = ON), automatyczna kontrola prędkości w oparciu o temperaturę i ustawienia TP1, TP2 i TFL.
FAN2 i FAN3: 10%-100% (10%, gdy potencjometr jest obrócony maksymalnie w lewo, 100%, gdy potencjometr jest obrócony maksymalnie w prawo)

Parametry czujnika temperatury: NTC 50K B3950

My own manual of HW-585, a 3-channel fan speed controller.

Posted in Projekt on June 2nd, 2019 by BAKLO

It was very hard to find a good manual for HW-585, a 3-channel fan speed controller I purchased on the internet, so I decided to write my own manual. Maybe it will be helpful also for you. However use it at your own risk and test on workbench first.

plytka

Controller works only with 4-wire fans intended for PWM control (3-wire fans will always run with maximum speed).
Automatic control is only for FAN1 (control based on temperature monitored by NTC).
FAN2 and FAN3 can be controlled manually using potentiometers located next to FAN2 and FAN3 connectors.

Description of ports:
-12V+ – connector for external 12V DC supply
FAN1 – connector for fan 1 (automatic control)
FAN2 – connector for fan 2 (manual control)
FAN3 – connector for fan 3 (manual control)
NTC-50K3950 – connector for NTC temperature sensor (in many cases included with the kit)
BEEP – connector for buzzer (in many cases included with the kit), no need to connect it if you do not plan to use stall alarm function.

DIP switches functions:
TFL: OFF – lowest speed of FAN1 is 20%, ON – lowest speed of FAN1 is 40%
TP1 and TP2 – accelerating temperature and full speed temperature of FAN1:

TP1

TP2 Accelerating temperature Full speed temperature

OFF

OFF 35℃ 45℃

ON

OFF 40℃

55℃

OFF ON 50℃

70℃

ON ON 60℃

90℃

Note: below accelerating temperature the speed of FAN1 is set to minimum.

BF1 – stall alarm for FAN1 (ON – alarm activated, OFF – alarm deactivated).
BF2 – stall alarm for FAN2 (ON – alarm activated, OFF – alarm deactivated).
Note: if both are ON, the buzzer will be activated and LED will blink if one or both fans are stopped (or disconnected); stall alarm is activated when fan speed is below 700-800 rpm – when using low rotation speed fans, they might run at 600 rpm when PWM signal is 10% or 20%, which will trigger the alarm even if the fan is still rotating.

Speed control range:
FAN1: 20% -100% (or 40% -100% when TFL = ON), automatic speed control based on temperature and TP1, TP2 and TFL settings.
FAN2 and FAN3: 10% -100% (10% when potentiometer is rotated max to the left, 100% when potentiometer is rotated max to the right)

Temperature probe parameters: NTC 50K B3950

Segreguj szkło, ale tylko butelki. Najlepiej tylko małe.

Posted in Opinia i komentarz on September 30th, 2018 by BAKLO

Już jakiś czas temu pisałem o tym, że polskie przepisy odnośnie segregacji, zwrotnych opakowań szklanych oraz elektrośmieci mają wiele dziur. Minęło kilka lat, ale niewiele się w sumie zmieniło. W sprawie segregacji ustawodawca “straszy” nas nowymi pomysłami, bo obecne przepisy ewidentnie się nie sprawdzają (opisywałem to 5 lat temu, większość osób chyba też kilka lat temu na to wpadła, więc szacunek, że i tak wnioski udało się wyciągnąć piszącym ustawy). Butelki jak trudno było zwrócić w sklepach, tak trudno zwrócić jest i teraz. Chociaż udało mi się w międzyczasie znaleźć osiedlowy sklepik, gdzie przyjmują butelki bez paragonu – przyznam szczerze, że czasem oddaję tam też butelki od piwa, których wcale tam nie kupiłem. To jednak pokazuje, że ta wymiana wcale nie musi być 1:1 i wcale nie trzeba mieć paragonu. Ale na maszyny do butelek szklanych i plastikowych w każdym markecie, wzorem naszych zachodnich, czy południowych sąsiadów, czekam niecierpliwie już kilka lat… W kwestii elektrośmieci również nie ma za bardzo poprawy. Przyznam, że rzeczywiście obecnie odbiór dużego AGD (lodówki, pralki, kuchenki) to nie problem – jest za darmo, jest od ręki w przypadku dostawy do domu. Ale jeśli chodzi o mniejsze AGD – nadal po staremu: punkty zbiórki elektrośmieci w moim mieście zmniejszyły się do 2: jeden w firmie zajmującej się wywozem śmieci (nadal czynny w jakichś chorych godzinach, jeszcze dodatkowo z kilkugodzinną przerwą w ciągu dnia); drugi na wysypisku śmieci za miastem (w życiu tam nie byłem i z pewnością nie będę tam jechał, żeby wyrzucić zepsuty czajnik).

Ostatnio przyszło mi jednak wyrzucić kilka odpadów wielkogabarytowych (stare meble, które wymieniam na nowe). Sprawdzam w necie termin wywózek i typowo – na mojej ulicy za 5 miesięcy. Co robić? Idę na żywioł – wystawiam pod pergolę z myślą, że najwyżej dostanę mandat, czy karę, która pewnikiem i tam mniej mnie będzie kosztować niż wywózka (bo osobówką przecież mebli nie wywiozę). Pierwsze zdziwienie po śmietnikiem: stoi już jakaś kanapa i stolik. Myślę więc, że chyba nie będzie tak źle – przynajmniej nie jestem sam. Ale dla pewności wystawiam wszystko pod śmietnik po zmroku – wiadomo, że im mniej oczy widzi, tym lepiej. Sprawdzam stan na drugi dzień i zaskoczenie. Wszystkie śmieci wielkogabarytowe zniknęły. Szczęście, czy przypadek? Nie wiem jak się teraz dowiedzieć. Szukałem w internecie, ale na stronie miasta tylko harmonogram wywózek (2 razy w roku w każdym rejonie) i akurat na termin nie trafiłem. Ani słowa jednak o tym, co zrobić ze starą kanapą, czy kredensem w międzyczasie. Chyba to tajemnica…

Kolejny problem to szklane odpady, które w moim przypadku to tafla szkła – szyba wymontowana ze starego kredensu oraz 6 części klosza starego żyrandola. Sam żyrandol zostawiłem sobie na dawcę części, bo składał się głównie z oprawek do żarówek (przydadzą się w czasie remontu) oraz kilku prętów – te wylądowały w koszu na metal. Biorę więc szybę pod pachę, butelkę w rękę i żwawym krokiem ruszam do pojemnika na szkło. Muszę przyznać, że takiego zdziwienia dawno już nie zaliczyłem i sam się zastanawiam jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć. O ile pojemniki na makulaturę oraz tworzywa i metale to takie “standardowe” śmietniki z otwieraną górną klapą, gdzie można przez szparę wrzucić gazety, ale i większe kartony po otwarciu góry. Podobnie w kontenerze na tworzywa i metale – otwór jakby na coś małego, ale i coś większego zmieści się bez problemu po otwarciu pojemnika. Jednak śmietniki na szkło od jakiegoś czasu to takie pojemniki w kształcie dzwonu z kilkoma otworami w kształcie butelki. W żaden sposób się nie otwierają i nie mają żadnego większego otworu na coś innego niż butelkę od piwa, czy wina. W sumie to nawet jakiegoś większego słoika się tam nie wciśnie. Szybki rzut oka na szybę i już wiem, że ta na pewno nie wejdzie. Klosz od żyrandola po przymiarce też nie wchodzi. Muszę przyznać, że moja irytacja sięgnęła wtedy zenitu. Nie wiem czy to tak specjalnie, czy jest jakaś inna przyczyna, ale segregacja szkła to kpina, chyba w myśl zasady: segreguj szkło, ale tylko butelki i to najlepiej tylko małe.

Lampka z klipsem za mniej niż 10 zł?

Posted in Ciekawostki, Opinia i komentarz on December 10th, 2017 by BAKLO

W sklepach internetowych można kupić wiele “drobnostek” w cenie poniżej 10 zł. Mam w zwyczaju od czasu do czasu dorzucać do koszyka do jakichś większych zakupów takie “pierdołki”. Nie spodziewam się po nich ani super jakości, ani super funkcjonalności, często jest to po prostu badziewie. Traktuję takie zakupy w zasadzie jako metodę uczenia się na drobnych błędach, aby nie popełniać tych większych i droższych. Po zapoznaniu się z danym urządzeniem czasami rzeczywiście używam go jako gadżetu, albo ląduje ono w pudle w garażu, skąd odzyskuję później różnego rodzaju części zamienne do sprzętów domowych lub na potrzeby hobbystycznych projektów. Zazwyczaj jednak nie opisuję takich zakupów, bo po prostu nie ma czego.

Ostatnio jednak zamówiłem sobie na jednym z portali słynącym kiedyś z aukcji, dwie lampki biurkowe z klipsem z przeznaczeniem na… lampkę warsztatową. Tak naprawdę zależało mi na możliwości jej postawienia oraz klipsie, aby lampkę można było przypiąć do elementów samochodu w czasie napraw lub przyczepić klipsem do wyposażenia garażu oświetlając ciemnie miejsca jakie w pomieszczeniu niestety występują. Drugie kryterium to możliwość wkręcenia normalnej żarówki z gwintem E27 (“zwykłej” lub LED). Ostatnie kryterium to cena. I tu postanowiłem pójść po bandzie, a więc wybrać opcję taniej = lepiej.

Szybko udało się wyselekcjonować odpowiedni produkt w cenie poniżej 10 zł (i nie mówię tu o cenie 9,90 zł), tylko naprawdę o cenie, którą nadawała się prawie do sklepów typu wszystko po 5 zł. Powiem szczerze, że za taką cenę cudów się nie spodziewałem, zwłaszcza, że koszt przesyłki był praktycznie równy cenie lampki. Jakież było moje zdziwienie po otrzymaniu paczki. Pozytywne zdziwienie…

czerwona pojedyncza

Obydwie zamówione lampki przyszły w zgrabnym kartonie. Metalowe klosze wydawały się “fabrycznie” zapakowane w folię bąbelkową, przewód był zwinięty i spięty, część z tworzywa owinięta woreczkiem. Nic w transporcie się nie uszkodziło. Po rozpakowaniu i obejrzeniu wyrobów szybko można dojść do oczywistych wniosków, że jakość wyrobu odpowiada jego cenie, ale tak naprawdę w tej cenie… nie ma się do czego przyczepić. Klosz jest “metalowy”, na wierzchu pomalowany na wybrany kolor, wnętrze pokryte białą farbą. Gniazdo żarówki wydaje się być ceramiczne, przytwierdzone dwoma śrubami ukrytymi pod zaczepem plastikowego przegubu. Nic się nie rusza i z pewnością gniazdo wytrzyma deklarowaną żarówkę o mocy 40 W. Oczywiście powłoka lakierowa jest słabej jakości z widocznymi niedoskonałościami (jeden klosz ma drobne otarcie raczej nie powstałe w czasie transportu), plastiki są kiepskiej jakości, przewód z azjatyckimi nadrukami i oznaczeniem 300 V nie jest tak gruby jak typowe przewody spotykane w innych produktach, ale oczekiwany prąd poniżej 0,2 A zapewne wytrzyma bez problemu. Przewód nie ma też tych deklarowanych ok. 70 cm, ale nawet przy 70 cm byłby na tyle krótki, że i tak potrzeba używać przedłużacza. Przyciski w obydwu sztukach są zamontowane odwrotnie, a więc raz pozycja ON jest bliżej ramienia lampki, raz dalej od ramienia. Oznaczenie, która pozycja oznacza ON jest jednak wyraźna i przyciski działają prawidłowo mimo ich odwrócenia (lampka włącza się w pozycji przełącznika zgodnie z jego oznaczeniem). Sprężyna jest mocna i lampa trzyma się przypięta do półki. Elektrycznie oczywiście lampki działają. Można je zgodnie z deklaracją na klipsie postawić. Ciekawostką jest również fakt, który jest wprawdzie widoczny na zdjęciach produktu, ale w opisie nie jest nigdzie wspomniany – lampka w klipsie ma specjalnie wyprofilowany otwór umożliwiający jej zawieszenie na śrubie/wkręcie lub haczyku. Super – to wykorzystałem błyskawicznie, bo o ile znalezienie odpowiedniej powierzchni do użyciu klipsa nie jest takie oczywiste, o tyle haczyków i gwoździ w ścianach mojego garażu nie brakuje.

Za tą cenę zakup uważam za udany i lampki zapewne nie wylądują w pudle z gratami. Trochę jednak daje do myślenia cena, bo nawet zakładając, że lampka montowana jest zapewne w Chinach, a następnie w kontenerach wysyłana w świat, to biorąc pod uwagę koszt transportu, marżę producenta, marżę sprzedawcy oraz podatek VAT, to wychodzi mi, że koszt produkcji tej lampki to nie więcej niż 1 dolar. Muszę przyznać, że to budzi już respekt, bo sam klosz (materiał, wygięcie i polakierowanie na 2 kolory) zapewne pochłania połowę tej kwoty. Plastiki to koszt pomijalny przy masowej produkcji, ale mamy jeszcze trochę przewodów, przełącznik, kilka śrubek, sprężyna, gniazdo żarówki… Szczerze mówiąc trochę znam proces produkcyjny i jest mi ciężko wyobrazić sobie jak można się w takiej cenie zmieścić, a trzeba założyć, że produkcja jest ręczna, więc kilkanaście centów to także “robocizna” (nie tylko przecież pracownika fabryki, który produkt skręca)… WOW!

Rewal – Międzywodzie na rowerze

Posted in Podróże, Polska, Rower on May 7th, 2017 by BAKLO

Zachodnie wybrzeże Polski całkiem dobrze nadaje się do zwiedzania linii brzegowej Bałtyku na rowerze. Ciężko jednak znaleźć informacje w internecie o przebiegu samych tras, a tym bardziej praktycznych informacji. W tym i poprzednim poście staram się opisać dwie trasy jakie zrobiłem w pierwszej połowie 2017 roku, za każdym razem startując z Rewala. Rewal wybrałem nieprzypadkowo – to mniej więcej połowa drogi pomiędzy Międzywodziem na zachodzie, a Dźwirzynem na wschodzie, a więc między miejscowościami, które miały stanowić graniczne punkty moich wycieczek.

Z Rewala zarówno w jedną, jak i w drugą stronę jest prawie dokładnie 30 km, na dodatek w większości po płaskim terenie, a więc trasy te nadają się idealnie na całodzienne wycieczki. Tempem spacerowym (średnio ok. 15 km/h) oraz uwzględniając krótkie przerwy na zdjęcia i dłuższe na jedzenie oraz odpoczynek, przejechanie każdej z tras (tam i z powrotem) powinno zająć ok. 6 godzin. Warto także wspomnieć, że każda trasa daje pewne alternatywy w jej pokonywaniu, więc w obydwie strony wcale nie trzeba jechać dokładnie tak samo.

Dodatkowo starałem się jechać trasami bezpiecznymi dla rowerzystów, a więc tylko ścieżkami rowerowymi wydzielonymi od jezdni oraz dedykowanymi ścieżkami rowerowymi, jak również ścieżkami leśnymi. Generalnie starałem się trzymać jak najbliżej wybrzeża i przez 90% trasy jest to jak najbardziej możliwe. Poruszałem się na rowerze górskim, ale przejechanie trasy nawet na rowerach wycieczkowych z wypożyczalni nie powinno być problemem.

Zobacz także pierwszą trasę: Rewal – Dźwirzyno na rowerze

Przebieg trasy: Rewal – Trzęsacz – Pustkowo – Pobierowo – Łukęcin – Dziwnówek – Dziwnów – Międzywodzie (i z powrotem).
Długość trasy: ok. 60 km (30 km w jedną stronę).
Szacowany czas przejazdu: 6 godzin (3 godziny w jedną stronę).
Nawierzchnia: szuter, kostka brukowa, ścieżki leśne, krótkie odcinki z asfaltem.
Przebieg trasy: głównie szlakiem czerwonym oraz miejscami trasą rowerową R10.

Trasa Rewal - Międzywodzie

Trasa Rewal – Międzywodzie

Startując w Rewalu kierujmy się najpierw do centrum w kierunku kościoła. Tuż za kościołem na rondzie skręcamy w ul. Dworcową i zaraz w prawo w ul. Parkową. Na końcu ulicy skręcamy w lewo i zaraz w prawo w ul. Szczecińską. Po lewej będzie skręt w ul. Sztormowa, ale my jedziemy nadal prosto i za chwilę za ostatnim budynkiem (a przed ogrodzeniem pola kempingowego) skręcamy w prawo w stronę morza. Tu po chwili droga będzie skręcać w prawo w las – jedziemy tą ścieżką w kierunku Trzęsacza. Po niecałym kilometrze ujrzymy ruiny kościoła w Trzęsaczu. Alternatywnie do Trzęsacza można dojechać również ścieżką rowerową biegnącą wzdłuż drogi między Rewalem, a Trzęsaczem.

Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Mijając kościół i taras widokowy skręcamy w lewo, a następnie w pierwszą uliczkę w prawo. W ten sposób dojedziemy do głównej drogi, ale w miejscu, gdzie rozpoczyna się już ścieżka rowerowa, która prowadzi do Pustkowa. Wjeżdżamy na ścieżkę, która po chwili odbija od głównej drogi w kierunku morza. Stąd po niecałym kilometrze dotrzemy do Pustkowa. Warto tutaj zatrzymać się przy Bałtyckim Krzyżu Nadzieji, który jest kopią krzyża z Giewontu.

Krzyż w Pustkowie

Krzyż w Pustkowie

Stąd w kierunku Pobierowa jest już nieco ponad kilometr trasą przez las. Prowadzi tu cały czas szlak czerwony, który towarzyszyć będzie nam przez większość drogi.

Ścieżka z Pustkowa do Pobierowa

Ścieżka z Pustkowa do Pobierowa

W Pobierowie trafić można chyba na najgorzej oznakowany fragment. “Stada” rowerzystów szukających drogi przez las w kierunku Łukęcina chyba mówią same za siebie. To jedyny moment gdzie trudno odnaleźć właściwą drogą. Jadąc ulicą Grunwaldzką (główną wzdłuż morza), na skrzyżowaniu z Ciechanowską skręcamy w lewo, a następnie w szeroką szutrówkę w prawo. Ważne, aby nie wjeżdżać w las z Grunwaldzkiej, ani nie kierować się w stronę morza. Obydwie trasy prowadzą donikąd. Pierwsza kończy się po kilkuset metrach i będziemy musieli wracać w kierunku Pobierowa. Druga w kierunku morza skończy się zejściem na plażę. Wprawdzie wzdłuż opuszczonego ośrodka można wydmami iść dalej, ale na pewno nie jest to droga dla rowerów. Tak wygląda początek drogi:

Droga z Pobierowa do Łukęcina (początek)

Droga z Pobierowa do Łukęcina (początek)

Gdy trafimy na szeroką szutrówkę czeka nas ponad 2 kilometrowa trasa do Łukęcina. Dalej droga będzie trochę węższa, ale nadal dobrej jakości. Na drzewach będą zarówno oznaczenia szlaku czerwonego, jak i trasy rowerowej R10.

Droga Pobierowo - Łukęcin

Droga Pobierowo – Łukęcin

W Łukęcinie jest kolejny fragment trasy, gdzie można się nieco pogubić. Jedziemy najpierw ul. Spacerową, następnie ul. Morską i skręcamy w prawo w ul. Słoneczną. Tutaj należy trzymać się szlaku czerwonego, który będzie skręcał w prawo. Początkowo może się wydawać, że będziemy się cofać, ale zdecydowanie podążajmy szlakiem czerwonym (uwaga na oznaczenia na drzewach). Po raz kolejny ważny, aby nie jechać w lewo ul. Słoneczną, a skręcić w prawo jak prowadzi szlak czerwony. Gdy pojedziemy w lewo ul. Słoneczną, a dalej przez las, dojedziemy ostatecznie do głównej drogi, a tego lepiej unikać. Z Łukęcina do Dziwnówka jest ok. 5 km. Ale już po nieco ponad 1,5 km zachęcam spoglądać w prawo i wypatrywać punktu widokowego. Nie jest on oznaczony, ale na końcu bocznej ścieżki z pewnością dostrzeżemy drewniane barierki na szczycie klifu. To dobry punkt na krótki postój.

Punkt widokowy między Łukęcinem, a Dziwnówkiem

Punkt widokowy między Łukęcinem, a Dziwnówkiem

Dalej możemy jechać bądź szlakiem czerwony (ścieżka prowadzi bardziej po klifach) lub szlakiem R10. Obydwie trasy nadają się dla rowerów.

Trasa z punktu widokowego do Dziwnówka szlakiem czerwonym.

Trasa z punktu widokowego do Dziwnówka szlakiem czerwonym.

Kawałek dalej będzie kolejna “atrakcja” - Stanowisko Dokumentacyjne “Dziwnowek – Kra Jurajska”. Warto poczytać tablice informacyjne. Obok jest także jeden z punktów postojowych dla rowerzystów.

Punkt postojowy przy Stanowisku Dokumentacyjnym "Dziwnówek - Kra Jurajska"

Punkt postojowy przy Stanowisku Dokumentacyjnym “Dziwnówek – Kra Jurajska”

Gdy dojedziemy do Dziwnówka jedziemy cały czas prosto, aż dojedziemy do głównej drogi na Międzyzdroje. Tutaj rozpoczyna się ścieżka rowerowa prowadząca wzdłuż drogi, która przez 2 km prowadzić będzie do Dziwnowa. Na rondzie sugeruję skręcić w prawo i jechać ul. Koniecznego wzdłuż morza, aż do skrzyżowania z ul, Kościelną. Tu skręcamy w prawo i dalej wzdłuż morza podążamy do centrum Dziwnowa. W Dziwnowie można zatrzymać się na dłużej o trochę pozwiedzać. Po lewej stronie cały czas będzie nam towarzyszyć rzeka Dziwna. Warto odbić trochę w lewo i zobaczyć kutry oraz statki wycieczkowe cumujące przy nabrzeżu wzdłuż ul. Słowackiego. Warto także zajechać do “oficjalnego” portu znajdującego się przy ujściu rzeki do morza.

Port Dziwnów

Port Dziwnów

Można wjechać także na umocnienia wzdłuż wyjścia z portu.

Wyjście z portu w Dziwnowie

Wyjście z portu w Dziwnowie

Ostatecznie jednak trzeba kierować się w stronę jedynego mostu w Dziwnowie, który pozwoli przejechać na drugi brzeg Dziwnej. Tuz za mostem wypatrujemy szlaku czerwonego – prowadzi wzdłuż pierwszej ulicy w prawo. Po kilkuset metrach po prawej zaczną się umocnienia ujścia rzeki i wyjścia z portu, a po prawej starorzecze rzeki Dziwna, obecnie jezioro Dziwna Martwa. To kolejny dobry punkt na postój.

Jezioro Dziwna Martwa

Jezioro Dziwna Martwa

Teraz czerwonym szlakiem w las, bardzo ładny odcinek – po prawej morze, po lewej jezioro. Ta leśna ścieżka doprowadzić powinna już do samego Międzywodzia po niecałych 3 km.

Ścieżka (szlak czerwony) z Dziwnowa do Międzywodzia

Ścieżka (szlak czerwony) z Dziwnowa do Międzywodzia

Gdy wjedziemy do Międzywodzia najlepiej skręcić w lewo w ul. Westerplatte. Dojeżdżając do głównej drogi skręcamy w prawo, a następnie w drugą w lewo – w ul. Zatoczną. Ta ulica prowadzi aż do zatoki i małego portu nad Zalewem Kamieńskim. To ok.30 km trasy licząc od Rewala i jeśli wracamy z powrotem – połowa naszej drogi.

Zalew Kamieński od strony ul. Zatocznej w Międzywodziu

Zalew Kamieński od strony ul. Zatocznej w Międzywodziu

W Międzywodziu korzystając z lokalnej gastronomii można zrobić dłuższy postój. Z powrotem dla urozmaicenia możemy wybrać alternatywną drogą z Międzywodzia do Dziwnowa i np. zamiast lasem pojechać ścieżką wzdłuż głównej drogi. Również z Trzęsacza do Rewala można pojechać ścieżką wzdłuż głównej drogi.

Zobacz także pierwszą trasę: Rewal – Dźwirzyno na rowerze