Dokąd idziesz komórkowa technologio?

Dotychczas, gdy przychodziła u mnie pora na wymianę telefonu, wszystko sprowadzało się do kwestii wyboru najbardziej optymalnego dla mnie modelu w ramach założonego budżetu. Przymierzając się jednak teraz do nowego smartfona, po prostu nie widzę dla siebie odpowiedniego modelu.

1. Po pierwsze rozmiar ekranu

Po przejrzeniu aktualnych ofert problemem stały się… wymiary dostępnych na rynku modeli. Już 3 lata temu doszedłem do wniosku, że poszukuję przede wszystkim telefonu, a funkcje multimedialne są niezmiernie użyteczne, ale powinny być tylko dodatkiem. Obecnie mam wrażenie, że telefon to przede wszystkim mini komputer, a funkcja dzwonienia i wysyłania smsów to tylko dodatek. Patrząc na specyfikację nowym modeli przeraża mnie przede wszystkim rozmiar wyświetlacza. Nawet wśród niezbyt drogich modeli ekran 5″ lub 5,5″ to standard, co wpływa na ogólne wymiary telefonu. Obecnie używane przeze mnie 4,3″ wydaje mi się w zupełności wystarczającą przekątną nawet do aplikacji typu przeglądarka internetowa, czy nawigacja. Ekran o rozmiarze 4″ sprawia przy tym, że telefon nie jest jeszcze większy od dłoni, a więc rozmawiając, nie tworzymy wrażenia, jakbyśmy przy uchu trzymali zeszyt lub cegłę. Dlatego już poprzedni model to telefon z przyrostkiem “mini” w nazwie, co wcale nie oznacza, że jest mały.

ewolucja_telefonow

2. Po drugie gigaherce i rdzenie

Do granicy 2 GHz zaczęto w telefonach komórkowych zbliżać się już jakiś czas temu. Teraz to już standard, jednak o ile 3-4 lata temu telefony miały 2 rdzenie, obecnie 4 , czy 8 rdzeni nie robi wrażenia. Tu zdecydowania powtarza się historia z komputerów, gdzie oprócz gigaherców (nie zawsze przekładających się na wydajność) ważna jest możliwość wykonywania kilku zadań jednocześnie. Wszystko fajnie, ale tu z kolei wpadamy w sidła właściwości cieplnych takich procesorów. Niestety prawa fizyki są nieubłagane, o czym przekonaliśmy się już w laptopach posiadających niewystarczające chłodzenie. Procesor pracujący pod obciążeniem ze znamionową prędkością, w momencie, gdy zaczyna się przegrzewać, uruchamia mechanizmy zabezpieczające. To najczęściej wyłączenie niektórych rdzeni i/lub obniżenie taktowania, zwane throttlingiem. Nie inaczej jest w przypadku telefonów, gdzie twórcy i użytkownicy różnego typu programów testujących wydajność smartfonów szybko doszli do wniosków, że tak naprawdę telefon z pełną wydajnością jest w stanie pracować co najwyżej kilka minut, a potem, aby zapobiec negatywnemu wpływowi temperatury na elektronikę, telefon zaczyna się “schładzać” obniżając parametry pracy procesora. Co ciekawe w tym czasie taki smartfon osiąga wyniki nie dużo lepsze niż w telefonach sprzed kilku lat. Gdzie więc tutaj sens wkładania w przenośne urządzenie bez odpowiedniego oprowadzenia ciepła tak wydajnych komponentów? Mam nieodparte wrażenie, że to czysty marketing.

3. Po trzecie czas pracy na baterii

Za dużym ekranem i wydajnymi procesorami idzie niestety duże zapotrzebowanie na energię. Telefony rosną, rosną również baterie i nie trudno znaleźć telefon mający baterie o pojemność ok. 3000 mAh. Wcale jednak nie przekłada się to na czas pracy telefonu, bo prądożerne elementy jak ekran full HD, kilku-rdzeniowy procesor 2 GHz i kilka GB pamięci operacyjnej swoje pobierają. Dwukrotnie pojemniejsze baterie w porównaniu z telefonami sprzed 3-4 lat mogłyby sugerować dwukrotnie dłuższy czas pracy na akumulatorze, jednak nadal musimy sięgać po ładowarkę raz dziennie, a intensywnie użytkując telefon standardem stało się noszenie ze sobą zewnętrznej baterii pozwalającej doładować telefon, gdy nie mamy dostępu do gniazdka. Gdy to tego wszystkiego dodamy fakt, że bateria to najszybciej psująca się “część”, a większość nowych smartfonów jest nierozbieralnych, jesteśmy skazani na wymianę telefonu w momencie, gdy nasza bateria zakończy swój żywot, najczęściej o wiele szybciej niż żywotność pozostałej elektroniki.

4. Po czwarte delikatność

Większość nowych telefonów posiada przynajmniej ekran pokryty hartowanym szkłem różnego typu, ale coraz częściej cały telefon, zarówno z przodu i z tyłu pokrywany jest szkłem odpornym na zarysowania. Super, bo nic gorszego niż porysowany ekran i obudowa. Jednak szybko okazało się, że o ile temat rysowania się obudowy takie szkło rozwiązuje, to jego zastosowanie czyni smartfon praktycznie nieodpornym na upadki, zwłaszcza na twarde powierzchnie typu beton. Biorąc pod uwagę fakt, że taki szklany “pokrowiec” jest najczęściej trwale zespolony z resztą telefonu i jego wymiana bez specjalistycznych narzędzi jest niemożliwa, z łezką w oku patrzę na czasy, gdy po upadku telefonu wystarczyło kupić za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych nową obudowę z tworzywa sztucznego i cieszyć się… “nowiutkim” telefonem.

Wniosek?

Mam tutaj szczerą nadzieję, że 2017 przyniesie nowy trend do pomniejszania telefonów i wrażenie, że historia zatoczy koło. Już od początków telefonii mobilnej wielkość telefonów zmieniała się w czasie. Mieliśmy już cegły, po czym przyszedł okres miniaturyzacji. Teraz jesteśmy na etapie fascynacji dużymi ekranami, ale przyroda (i biznes) nie znosi pustki. Mam wrażenie, że ludzi szukających telefonów “mini” lub “compact” jest więcej. A skoro jest popyt, to musi być i podaż. Jeśli do tego dojdą parametry takie jak odporność na upadki, kilkudniowy czas pracy na baterii przy po prostu “wystarczających” parametrach procesora i pamięci, mam wrażenie, że telefon taki może być hitem sprzedaży wśród ludzi, którym minie fascynacja najszybszym smartfonem z największym ekranem.

Comments are closed.