Lampka z klipsem za mniej niż 10 zł?

W sklepach internetowych można kupić wiele “drobnostek” w cenie poniżej 10 zł. Mam w zwyczaju od czasu do czasu dorzucać do koszyka do jakichś większych zakupów takie “pierdołki”. Nie spodziewam się po nich ani super jakości, ani super funkcjonalności, często jest to po prostu badziewie. Traktuję takie zakupy w zasadzie jako metodę uczenia się na drobnych błędach, aby nie popełniać tych większych i droższych. Po zapoznaniu się z danym urządzeniem czasami rzeczywiście używam go jako gadżetu, albo ląduje ono w pudle w garażu, skąd odzyskuję później różnego rodzaju części zamienne do sprzętów domowych lub na potrzeby hobbystycznych projektów. Zazwyczaj jednak nie opisuję takich zakupów, bo po prostu nie ma czego.

Ostatnio jednak zamówiłem sobie na jednym z portali słynącym kiedyś z aukcji, dwie lampki biurkowe z klipsem z przeznaczeniem na… lampkę warsztatową. Tak naprawdę zależało mi na możliwości jej postawienia oraz klipsie, aby lampkę można było przypiąć do elementów samochodu w czasie napraw lub przyczepić klipsem do wyposażenia garażu oświetlając ciemnie miejsca jakie w pomieszczeniu niestety występują. Drugie kryterium to możliwość wkręcenia normalnej żarówki z gwintem E27 (“zwykłej” lub LED). Ostatnie kryterium to cena. I tu postanowiłem pójść po bandzie, a więc wybrać opcję taniej = lepiej.

Szybko udało się wyselekcjonować odpowiedni produkt w cenie poniżej 10 zł (i nie mówię tu o cenie 9,90 zł), tylko naprawdę o cenie, którą nadawała się prawie do sklepów typu wszystko po 5 zł. Powiem szczerze, że za taką cenę cudów się nie spodziewałem, zwłaszcza, że koszt przesyłki był praktycznie równy cenie lampki. Jakież było moje zdziwienie po otrzymaniu paczki. Pozytywne zdziwienie…

czerwona pojedyncza

Obydwie zamówione lampki przyszły w zgrabnym kartonie. Metalowe klosze wydawały się “fabrycznie” zapakowane w folię bąbelkową, przewód był zwinięty i spięty, część z tworzywa owinięta woreczkiem. Nic w transporcie się nie uszkodziło. Po rozpakowaniu i obejrzeniu wyrobów szybko można dojść do oczywistych wniosków, że jakość wyrobu odpowiada jego cenie, ale tak naprawdę w tej cenie… nie ma się do czego przyczepić. Klosz jest “metalowy”, na wierzchu pomalowany na wybrany kolor, wnętrze pokryte białą farbą. Gniazdo żarówki wydaje się być ceramiczne, przytwierdzone dwoma śrubami ukrytymi pod zaczepem plastikowego przegubu. Nic się nie rusza i z pewnością gniazdo wytrzyma deklarowaną żarówkę o mocy 40 W. Oczywiście powłoka lakierowa jest słabej jakości z widocznymi niedoskonałościami (jeden klosz ma drobne otarcie raczej nie powstałe w czasie transportu), plastiki są kiepskiej jakości, przewód z azjatyckimi nadrukami i oznaczeniem 300 V nie jest tak gruby jak typowe przewody spotykane w innych produktach, ale oczekiwany prąd poniżej 0,2 A zapewne wytrzyma bez problemu. Przewód nie ma też tych deklarowanych ok. 70 cm, ale nawet przy 70 cm byłby na tyle krótki, że i tak potrzeba używać przedłużacza. Przyciski w obydwu sztukach są zamontowane odwrotnie, a więc raz pozycja ON jest bliżej ramienia lampki, raz dalej od ramienia. Oznaczenie, która pozycja oznacza ON jest jednak wyraźna i przyciski działają prawidłowo mimo ich odwrócenia (lampka włącza się w pozycji przełącznika zgodnie z jego oznaczeniem). Sprężyna jest mocna i lampa trzyma się przypięta do półki. Elektrycznie oczywiście lampki działają. Można je zgodnie z deklaracją na klipsie postawić. Ciekawostką jest również fakt, który jest wprawdzie widoczny na zdjęciach produktu, ale w opisie nie jest nigdzie wspomniany – lampka w klipsie ma specjalnie wyprofilowany otwór umożliwiający jej zawieszenie na śrubie/wkręcie lub haczyku. Super – to wykorzystałem błyskawicznie, bo o ile znalezienie odpowiedniej powierzchni do użyciu klipsa nie jest takie oczywiste, o tyle haczyków i gwoździ w ścianach mojego garażu nie brakuje.

Za tą cenę zakup uważam za udany i lampki zapewne nie wylądują w pudle z gratami. Trochę jednak daje do myślenia cena, bo nawet zakładając, że lampka montowana jest zapewne w Chinach, a następnie w kontenerach wysyłana w świat, to biorąc pod uwagę koszt transportu, marżę producenta, marżę sprzedawcy oraz podatek VAT, to wychodzi mi, że koszt produkcji tej lampki to nie więcej niż 1 dolar. Muszę przyznać, że to budzi już respekt, bo sam klosz (materiał, wygięcie i polakierowanie na 2 kolory) zapewne pochłania połowę tej kwoty. Plastiki to koszt pomijalny przy masowej produkcji, ale mamy jeszcze trochę przewodów, przełącznik, kilka śrubek, sprężyna, gniazdo żarówki… Szczerze mówiąc trochę znam proces produkcyjny i jest mi ciężko wyobrazić sobie jak można się w takiej cenie zmieścić, a trzeba założyć, że produkcja jest ręczna, więc kilkanaście centów to także “robocizna” (nie tylko przecież pracownika fabryki, który produkt skręca)… WOW!

Comments are closed.