Lampka z klipsem za mniej niż 10 zł?

Posted in Ciekawostki, Opinia i komentarz on December 10th, 2017 by BAKLO

W sklepach internetowych można kupić wiele “drobnostek” w cenie poniżej 10 zł. Mam w zwyczaju od czasu do czasu dorzucać do koszyka do jakichś większych zakupów takie “pierdołki”. Nie spodziewam się po nich ani super jakości, ani super funkcjonalności, często jest to po prostu badziewie. Traktuję takie zakupy w zasadzie jako metodę uczenia się na drobnych błędach, aby nie popełniać tych większych i droższych. Po zapoznaniu się z danym urządzeniem czasami rzeczywiście używam go jako gadżetu, albo ląduje ono w pudle w garażu, skąd odzyskuję później różnego rodzaju części zamienne do sprzętów domowych lub na potrzeby hobbystycznych projektów. Zazwyczaj jednak nie opisuję takich zakupów, bo po prostu nie ma czego.

Ostatnio jednak zamówiłem sobie na jednym z portali słynącym kiedyś z aukcji, dwie lampki biurkowe z klipsem z przeznaczeniem na… lampkę warsztatową. Tak naprawdę zależało mi na możliwości jej postawienia oraz klipsie, aby lampkę można było przypiąć do elementów samochodu w czasie napraw lub przyczepić klipsem do wyposażenia garażu oświetlając ciemnie miejsca jakie w pomieszczeniu niestety występują. Drugie kryterium to możliwość wkręcenia normalnej żarówki z gwintem E27 (“zwykłej” lub LED). Ostatnie kryterium to cena. I tu postanowiłem pójść po bandzie, a więc wybrać opcję taniej = lepiej.

Szybko udało się wyselekcjonować odpowiedni produkt w cenie poniżej 10 zł (i nie mówię tu o cenie 9,90 zł), tylko naprawdę o cenie, którą nadawała się prawie do sklepów typu wszystko po 5 zł. Powiem szczerze, że za taką cenę cudów się nie spodziewałem, zwłaszcza, że koszt przesyłki był praktycznie równy cenie lampki. Jakież było moje zdziwienie po otrzymaniu paczki. Pozytywne zdziwienie…

czerwona pojedyncza

Obydwie zamówione lampki przyszły w zgrabnym kartonie. Metalowe klosze wydawały się “fabrycznie” zapakowane w folię bąbelkową, przewód był zwinięty i spięty, część z tworzywa owinięta woreczkiem. Nic w transporcie się nie uszkodziło. Po rozpakowaniu i obejrzeniu wyrobów szybko można dojść do oczywistych wniosków, że jakość wyrobu odpowiada jego cenie, ale tak naprawdę w tej cenie… nie ma się do czego przyczepić. Klosz jest “metalowy”, na wierzchu pomalowany na wybrany kolor, wnętrze pokryte białą farbą. Gniazdo żarówki wydaje się być ceramiczne, przytwierdzone dwoma śrubami ukrytymi pod zaczepem plastikowego przegubu. Nic się nie rusza i z pewnością gniazdo wytrzyma deklarowaną żarówkę o mocy 40 W. Oczywiście powłoka lakierowa jest słabej jakości z widocznymi niedoskonałościami (jeden klosz ma drobne otarcie raczej nie powstałe w czasie transportu), plastiki są kiepskiej jakości, przewód z azjatyckimi nadrukami i oznaczeniem 300 V nie jest tak gruby jak typowe przewody spotykane w innych produktach, ale oczekiwany prąd poniżej 0,2 A zapewne wytrzyma bez problemu. Przewód nie ma też tych deklarowanych ok. 70 cm, ale nawet przy 70 cm byłby na tyle krótki, że i tak potrzeba używać przedłużacza. Przyciski w obydwu sztukach są zamontowane odwrotnie, a więc raz pozycja ON jest bliżej ramienia lampki, raz dalej od ramienia. Oznaczenie, która pozycja oznacza ON jest jednak wyraźna i przyciski działają prawidłowo mimo ich odwrócenia (lampka włącza się w pozycji przełącznika zgodnie z jego oznaczeniem). Sprężyna jest mocna i lampa trzyma się przypięta do półki. Elektrycznie oczywiście lampki działają. Można je zgodnie z deklaracją na klipsie postawić. Ciekawostką jest również fakt, który jest wprawdzie widoczny na zdjęciach produktu, ale w opisie nie jest nigdzie wspomniany – lampka w klipsie ma specjalnie wyprofilowany otwór umożliwiający jej zawieszenie na śrubie/wkręcie lub haczyku. Super – to wykorzystałem błyskawicznie, bo o ile znalezienie odpowiedniej powierzchni do użyciu klipsa nie jest takie oczywiste, o tyle haczyków i gwoździ w ścianach mojego garażu nie brakuje.

Za tą cenę zakup uważam za udany i lampki zapewne nie wylądują w pudle z gratami. Trochę jednak daje do myślenia cena, bo nawet zakładając, że lampka montowana jest zapewne w Chinach, a następnie w kontenerach wysyłana w świat, to biorąc pod uwagę koszt transportu, marżę producenta, marżę sprzedawcy oraz podatek VAT, to wychodzi mi, że koszt produkcji tej lampki to nie więcej niż 1 dolar. Muszę przyznać, że to budzi już respekt, bo sam klosz (materiał, wygięcie i polakierowanie na 2 kolory) zapewne pochłania połowę tej kwoty. Plastiki to koszt pomijalny przy masowej produkcji, ale mamy jeszcze trochę przewodów, przełącznik, kilka śrubek, sprężyna, gniazdo żarówki… Szczerze mówiąc trochę znam proces produkcyjny i jest mi ciężko wyobrazić sobie jak można się w takiej cenie zmieścić, a trzeba założyć, że produkcja jest ręczna, więc kilkanaście centów to także “robocizna” (nie tylko przecież pracownika fabryki, który produkt skręca)… WOW!

Jak nie zgubić się w lesie (2) – co oznaczają słupki z numerami oraz inne oznaczenia w lesie

Posted in Ciekawostki, Podróże on October 8th, 2015 by BAKLO

We wcześniejszym poście pisałem jak radzić sobie w lesie używając do tego Map Google oraz smartfona (z kompasem i GPSem).

Zobacz pierwszą część: o mapach, mapach elektronicznych i sygnale GPS.

Oczywiście w lesie przydatna może być także mapa papierowa, bo jeśli telefon nam zamoknie lub wyczerpie się bateria, bez mapy może być krucho, zwłaszcza jeśli będziemy daleko od cywilizacji. Dobrze mieć porządną mapę z zaznaczonymi ścieżkami leśnymi, a najlepiej mapę topograficzną z naniesionymi oddziałami oraz liniami podziału powierzchniowego. Cóż to takiego? Już wyjaśniam, bo w lesie jest to wiedza niezwykle przydatna, a przy okazji interesująca.

Chodząc po lesie na pewno nie raz udało Ci się trafić na taki oto słupek:

slupek oddzialowy 2

Słupek oddziałowy

slupek oddzialowy 1

Słupek oddziałowy

Zanim jednak wyjaśnię znaczenia słupka musimy zacząć od teorii.

Każdy kompleks leśny (las) podzielony jest na oddziały. Poszczególne oddziały są z kolei oddzielone od siebie liniami podziału powierzchniowego, dobrze widocznymi w terenie. Linie te zazwyczaj pełnią również rolę dróg leśnych. Linie podziału powierzchniowego krzyżują się generalnie pod kątem prostym i dzielą las na oddziały w kształcie zbliżonym do prostokąta, przy czym krótsze boki są zwykle po stronie północnej i południowej. Linie (drogi) zorientowane w kierunku północ-południe to linie oddziałowe, a te zorientowane w kierunku wschód-zachód to linie ostępowe. Każdy oddział w lesie ma swój numer, a na skrzyżowaniach linii oddziałowych z ostępowymi umieszcza się tzw. słupki oddziałowe. Słupki ustawia się tylko w południowo-zachodnim narożniku oddziału i powinny być one ustawione pod kątem 45 stopni w stosunku do linii podziału powierzchniowego, tak aby poszczególne boki słupka były skierowane w stronę czterech sąsiadujących oddziałów (przekątne słupka są więc w tym momencie zorientowane północ-południe i wschód-zachód, tak jak linie oddziałowe i ostępowe). Na bokach takiego słupka umieszcza się na białym tle czarnymi cyframi numery przylegających oddziałów. Warto pamiętać, że numery oddziałów postępują z północnego-wschodu na zachód, tak więc poruszając się na zachód numery oddziałów będą się zwiększać o 1. Podobnie poruszając się na południe numery oddziałów będą się zwiększać, jednak już nie o 1, a o liczbę oddziałów w ułożonych w jednej linii poziomej (np. na południe od oddziału 208 będzie oddział 224, ale z kolei na zachód od oddziału 208 będzie oddział 209).

slupek oddzialowy

Oddziały w lesie i jak czytać słupek oddziałowy

Najczęściej słupek ma cztery boki i tyle samo numerów. Mogą się jednak zdarzyć słupki z większą liczbą boków, a także z numerami jedynie na części boków lub tym samym numerem na dwóch bokach. Wszystko zależy od ukształtowania terenu i tego, z czym graniczy dany oddział.

Patrząc na ustawienie słupka oraz układ dróg w lesie, bardzo szybko można zorientować się przede wszystkim w kierunku (północ-południe oraz wschód-zachód ), co pozwala utrzymać odpowiedni azymut. Dodatkowo wiedząc jak czytać informacje zawarte na słupku, przy pomocy odpowiednio mapy doskonale można zorientować się w terenie i określić nasze dokładne położenie, bo słupek określa niejako adres w lesie.

Pamiętać jednak należy, że nie każda droga w lesie to linia podziału powierzchniowego i dlatego nie na każdy skrzyżowaniu znajdziemy słupek oddziałowy. Las poprzecinany jest wieloma ścieżkami, które dodatkowo nie są zorientowane południkowo lub równoleżnikowo, a najczęściej wiją się kilometrami przez las co chwilę skręcając w innym kierunku. Warto mieć na uwadze to, że jeden oddział ma przeciętną wielkość ok. 25 ha (co daje np. kwadrat o boku 500 m lub prostokąt o bokach ok. 700 m na 360 m).

Dodatkowo w lesie na drzewach (lub głazach, słupkach, itp.) znajdziemy wiele przydatnych informacji jak np.:

Graficzne oznaczenia szlaku, trasy rowerowej lub trasy nordic walking:

szlak rowerowy i turystyczny

Niebieski szlak rowery i czerwony szlak turystyczny

szlak rowerowy

Czerwony szlak rowerowy

Numery ścieżek leśnych – wspominana już w poprzednim poście numeracja ścieżek leśnych, którą można znaleźć już także na Mapach Google:

sciezka lesna

Numer ścieżki leśnej

Oznaczenia dojazdu pożarowego – dobrze oznakowany wjazd do lasu z głównej drogi (asfaltowej), dojazd pożarowy to najczęściej dobrej jakości, utwardzona droga leśna, często prowadząca do punktu czerpania wody z wybetonowanym lub wyasfaltowanym dojazdem do samego zbiornika (tak, aby samochód straży pożarnej nie ugrzązł w piachu, czy błocie):

dojazd pozarowy

Dojazd pożarowy

Jakie informacje znajdą się na naszej drukowanej mapie, zależy oczywiście od jej jakości i dokładności. Coraz więcej wspomnianych informacji znajduje się także już na Mapach Google – warto zaznajomić się z tym jakże przydatnym i użytecznym nie tylko dla kierowców serwisem. Przed wyjściem do lasu, nawet jeśli nie bierzemy mapy ze sobą, warto zaplanować swoją trasę i zapoznać się z oznaczeniami szlaków, numerami ścieżek leśnych oraz oddziałów. Z pewnością pomoże nam to w orientacji w terenie.

Zobacz pierwszą część: o mapach, mapach elektronicznych i sygnale GPS.

Nie będzie świnki morskiej, będzie kawia domowa!

Posted in Ciekawostki on October 4th, 2015 by BAKLO

Ten post chciałoby się zacząć cytatem z serialu “Alternatywy 4″, gdzie dozorca Anioł ogłosił mieszkańcom “Nie będzie kabaretu, będzie chór!”. Media w Polsce obiegła niedawno wiadomość, że zgodnie z decyzją Muzeum i Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk od teraz poprawna polska nazwa świnki morskiej to kawia domowa. Taką nazwę nadano bowiem w wydanej właśnie publikacji “Polskie nazewnictwo ssaków świata”. Cytowany przez media profesor Wiesław Bogdanowicz jako przyczynę takiej zmiany miał podać rzekomy błąd w tłumaczeniu łacińskiej nazwy na poszczególne języki, zwłaszcza, że kawia domowa ze świnką nie wiele ma wspólnego, a tym bardziej z morzem.

Oczywiście nie śmiem twierdzi, że jest inaczej, ale przyznam szczerze, że takie tłumaczenie to trochę wspomniany na początku kabaret. Wiele jest bowiem słów, czy nazw, a tym bardziej tłumaczeń (jak chociażby tłumaczenie na polski oryginalnego tytułu filmu “Dirty dancing”).

Sam kiedyś na mojej (już niestety nieistniejącej) stronie poświęconej świnkom morskim, pisałem o genezie polskiej nazwy tego sympatycznego gryzonia udomowionego przez Inków:

Świnka pochodzi z Ameryki Południowej. (…) Do Europy świnki przybyły najprawdopodobniej z Peru wraz z pierwszymi odkrywcami Ameryki. (…) Z pochodzenia też wywodzi się nazwa świnki, a więc “morska”, a wcześniej prawdopodobnie “zamorska”. Przed przybyciem do Europy świnki przebyły długą podróż statkami, które po drodze zawijały do Gwinei, co sprawiło, że obecna angielska nazwa świnki morskiej to “Guinea Pig”, czyli “świnka gwinejska”. A dlaczego “świnka” – zapewne z powodu swojego wyglądu i tułowia pozbawionego widocznej szyi, co przywodzi od razu na myśl popularne zwierzęta gospodarskie. Również charakterystyczne pomrukiwanie i chrząkanie świnek morskich przypominają odgłosy jakie wydają świnie.

Oczywiście błąd w tłumaczeniu, błędem w tłumaczeniu, ale widać nie tylko Polacy taki błąd popełnili wzorując się już zapewne na innych tłumaczeniach. Warto bowiem pamiętać, że w innych językach świnka morska, tzn. kawia domowa nadal zawiera świnkę w nazwie, np.:

  • angielski: guinea pig – świnka gwinejska,
  • niemiecki: Meerschweinchen – dosłownie: świnka morska (lub Hausmeerschweinchen – domowa świnka morska)
  • francuski: Cochon d’Inde – świnka indyjska

Źródła: Onet, Wikipedia, archiwum.

Jak nie zgubić się w lesie (1) – mapy elektroniczne i sygnał GPS

Posted in Ciekawostki, Podróże on September 13th, 2015 by BAKLO

Sprawne poruszanie się po lesie, to wcale nie taka prosta sprawa. O ile poruszamy się po dobrze oznakowanych trasach turystycznych, rowerowych lub nordic walking, nie powinniśmy się zgubić. Jeśli jednak nasze wędrówki stają się dłuższe i zapuszczamy się poza oznaczone trasy lub podróżujemy po lesie rowerem, gdzie kolejne kilometry pokonujemy zdecydowanie szybciej niż pieszo, warto korzystać ze zdobyczy techniki oraz map, dodatkowo pomagając sobie oznaczeniami jakie można spotkać w lesie.

Zobacz także drugą część: co oznaczają słupki w lesie i jakie spotkasz inne oznaczenia.

W miarę dobra orientacja w terenie i umiejętność trzymania obranego azymutu (kierunku podróżowania) bez konieczności ciągłego spoglądania na kompas zdecydowanie ułatwia poruszanie się w terenie, ale także np. w mieście. Jednak wybierając się do lasu, koniecznie zabierzmy ze sobą telefon, a najlepiej smartfon. Tak, smartfon, a w dodatku powinien być on wyposażony w dobrze działający moduł GPS (nie gubiący sygnału w lesie), a także aktualną aplikację z mapami (np. Mapy Google). Oczywiście przydatna może być także mapa papierowa, bo jeśli telefon nam zamoknie lub wyczerpie się bateria, bez mapy, może być krucho, zwłaszcza jeśli będziemy daleko od cywilizacji. Przed każdym wyjściem do lasu warto zaplanować swoją podróż (przynajmniej z grubsza), zwłaszcza jeśli planujemy eksplorować nieznane nam ścieżki i tereny. Elektroniczna mapa i GPS pokażą nam nasze dokładne położenie, ale znajomość zaplanowanej trasy pozwolą nam ustalić czy poruszamy się w dobrym kierunku i czy z naszej zaplanowanej trasy nie zboczyliśmy. GPS i Mapy Google to generalnie nasz przyjaciel. Warto nauczyć się z nich dobrze korzystać i wykorzystywać wszystkie funkcje jakie te mapy nam oferują.

Przede wszystkim Mapy Google to naprawdę dokładne mapy. Pamiętajmy, że im bardziej przybliżymy sobie widok danego obszaru, tym więcej szczegółów zobaczymy. Przykładowo przy skali (podziałce) ustawionej na 2 km, będziemy widzieć tylko główne drogi:

Podzialka 2 km

Zawsze przechodzimy jednak od ogółu do szczegółu, bo gdy przybliżymy sobie widok na 500 m (lub 200 m), nagle naszym oczom ukażą się drogi i nazwy (np. numeracja dróg leśnych, co oznacza szutrowe drogi, ale dobre jakości), które wcześniej na mapie nie były zaznaczone:

Podzialka 500 m

Tak samo sprawa ma się w przypadku orientowania się w terenie na podstawie sygnału GPS. Po włączeniu mapy skala dostosuje się automatycznie, przy czym ustawione zostanie dość duże przybliżenie. Warto czasami zmienić podziałkę mapy (oddalić widok), aby zobaczyć okoliczne drogi i/lub miejscowości ułatwiające orientację w terenie.

Kolejna sprawa to różne widoki jakie oferują Mapy Google. W terenie przydatny może okazać się widok topograficzny, gdzie zaznaczone będą poziomice i inne znaki odnoszące się do ukształtowania terenu. To bardzo szybko pozwoli nam ustalić, czy droga biegnie w górę czy w dół.

Mapa topograficzna drogi lesne i rowerowe

Dodatkowo, co widać na powyższym zrzucie ekranu, Mapy Google pozwalają nam włączyć widok, gdzie dodatkowo będziemy mieli zaznaczone drogi gruntowe (nieutwardzone), drogi leśne przyjazne dla rowerzystów, czy też ścieżki rowerowe. Te dodatkowe informacje jednak na chwilę obecną nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością, a więc drogi gruntowe nie zawsze są zaznaczone jako gruntowe, a drogi przyjazne dla rowerzystów w rzeczywistości okazują się zapiaszczonymi lub zarośniętymi leśnymi ścieżkami, po których na pewno rower nie przejedzie, a i pieszo może nie być łatwo.

Kolejna niesłychanie przydatna funkcja map, to widok satelitarny, który znakomicie pozwoli zorientować nam się w szerszym terenie i zobaczyć wszelkiego rodzaju zabudowania oraz gdzie kończy się las, a zaczynają pola. Warto tu także pamiętać, że część widoków można ze sobą mieszać, a więc na widok satelitarny można nałożyć widok np. ścieżek rowerowych.

Mapa satelitarna

Warto pobawić się mapą przed wyjściem do lasu i spróbować poruszać się dzięki niej pieszo np. w nieznanej części miasta, oczywiście bez włączania funkcji nawigacji. Mapa dostępna w formie aplikacji w telefonie oferuje wszystkie funkcje znane z map w przeglądarce. Dodatkowo aplikacja w telefonie pozwala nam dowolnie mapę obracać, a więc nie musi być ona zorientowana w kierunku północnym, tylko możemy ją obrócić sobie tak, aby kierunek, w którym zmierzamy, był na górze ekranu naszego telefonu.

Na koniec jeszcze mała wskazówka praktyczna. Jeśli wybieram się rowerem w bardziej nieznane mi rejony, zazwyczaj trasę obmyślać sobie wcześniej przed komputerem, uwzględniając również kilka alternatywnych dróg, gdyby któraś ścieżka leśna okazała się nieprzejezdna. Gdy zaplanowana trasa jest kręta, albo znajduje się na niej dużo rozwidleń, często przygotowuję sobie wydruk lub ksero mapy papierowej (na kartce A4) i zaznaczam zakreślaczem drogi, którymi chcę się poruszać. Dodatkowo na odwrocie przygotowuję sobie zbliżenia najistotniejszych lub trudnych manewrów, aby potem nie pogubić się w terenie i zamiast w ulicę Pontonową, nie skręcić np. w podobnie brzmiącą Promową lub na rozwidleniu leśnych dróg skręcić “w to bardziej prawo”.

Oczywiście w lesie przydatna może być także mapa papierowa, bo jeśli telefon nam zamoknie lub wyczerpie się bateria, bez mapy może być krucho, zwłaszcza jeśli będziemy daleko od cywilizacji. Dobrze mieć porządną mapę z zaznaczonymi ścieżkami leśnymi, a najlepiej mapę topograficzną z naniesionymi oddziałami oraz liniami podziału powierzchniowego, ale o tym w kolejnej części.

Zobacz także drugą część: co oznaczają słupki w lesie i jakie spotkasz inne oznaczenia.

HP MINI Portable Speaker S4000 – subiektywny test

Posted in Ciekawostki, Technologia on September 2nd, 2014 by BAKLO

W moje ręce całkowicie niespodziewanie jako bonus od operatora trafił przenośny głośnik HP o oryginalnej nazwie “HP MINI Portable Speaker S4000″.

HP S4000 - glosnik

Jak sama nazwa wskazuje głośnik jest przeznaczony do użytkowania z urządzeniami mobilnymi: komórkami, laptopami, tabletami, itp. i zapewnić tym urządzeniom nieco większą “moc” audio niż przy pomocy wbudowanych głośniczków, które generalnie do odtwarzania muzyki nie specjalnie się nadają.

Najpierw 2 słowa o samym głośniku. Ja otrzymałem akurat wersję biało szarą, ale głośnik dostępny jest także w innych kolorach: różowym, czarnym i czerwonym. Jest naprawdę mini. Jego wysokość to ok. 7 cm, a średnica ok. 6,5 cm. Waga nie przekracza 100 gram. Głośnik ma wbudowany, niewymienny akumulator litowo-jonowy, który wg producenta ma zapewniać do 12 godzin pracy bez zewnętrznego zasilania. Moc głośnika to 1,5 W (również wg producenta, szczegółów jaka to moc jednak już nie podaje), a jego impedancja to 4 Ohm.

HP S4000 - przod

Głośnik jest w całości wykonany z tworzywa. Górna, biała część jest świecąca, połyskliwa. Widać wyraźnie pewną niedokładnośc w wykonaniu otworów na górnej powierzchni – jedne są mniejsze, inne większe, niektóre nie dokońca umiejscowione centralnie “w siatce”. Na froncie znajduje się logo HP, które po włączeniu głośnika podświetlane jest delikatnie na biało.

HP S4000 - gora

Dolna srebrna wydaje się być wykonana ze zdecydowanie gorszego jakościowo plastiku. Wyraźnie widać jakieś pozostałości po procesie malowania, czy nierówne krawędzie powstałe w procesie produkcji. Dodatkowo przełącznik zasilania znajdujący się z tyłu obudowy ma nieco inną srebrną barwę niż reszta obudowy.

HP S4000 - tyl

Spód obudowy zawiera tabliczkę znamionową i jest podklejony gumowanym tworzywem.

HP S4000 - spod

Razem z głośnikiem otrzymujemy również woreczek podróżny do głośnika oraz 2 kabelki:

  • audio z końcówkami jack 3,5mm (stereo), który z jednej strony podłączamy do głośnika, a z drugiej do źródła dźwięku (komórki, laptopa, tabletu, itp.), długość ok. 80 cm,
  • USB (wtyk USB A z jednej strony i wtyk micro USB z drugiej) do zasilania głośnika z laptopa/zalicza oraz ładowania wbudowanej baterii, długość blisko 120 cm.

HP S4000 - akcesoria

Od razu narzuca mi się pytanie dlaczego obydwa kable są różnej długości? Podłączając je np. do laptopa, kabel USB zawsze będzie się nie trochę plątał, bo jest blisko 40 cm dłuższy.

HP S4000 - zlacza

Głośnik z tyłu posiada wejście audio, gniazdo USB (do ładowania przy użyciu w zasadzie dowolnej ładowarki do telefonu lub z urządzenia z portem USB przy użyciu dołączonego kabelka). Obok gniazda USB znajdziemy także dwukolorową diodę informującą o ładowaniu (kolor bursztynowy) i pełnym naładowaniu (kolor zielony). Powyżej znalazł się włącznik. Głośnik nie ma regulacji głośności, więc sterować głośnością musimy bezpośrednio ustawieniami komórki lub laptopa.

Teraz najważniejsze – jak głośnik się sprawuje. Zacznę od tego, że pod tak małej konstrukcji raczej nie spodziewałem się cudów. Pierwszy test wykonałem odtwarzając muzykę z komórki. I tu pierwsze zaskoczenie – osoby znajdujące się w pomieszczeniu stwierdziły jednomyślnie “Ale on jest głośny”. Fakt, że imprezy z DJem taki głośnik “nie napędzi”, ale z pewnością sprawdzi się gdy będziemy chcieli w podróży w hotelu, namiocie, czy na plaży posłuchać muzyki nieco głośniej lub w nieco większym gronie. Powinien także poradzić sobie jako nieco lepsze źródło dźwięku w czasie multimedialnej prezentacji z laptopa, gdy nie mamy dostępu do pełnowymiarowych głośników, a głośniki wbudowane w laptop okażą się za słabe.

HP S4000 - po spakowaniu w woreczek

Sam dźwięk był czysty i wyraźny, ale z przewagą wysokich dźwięków. Producent wprawdzie na opakowaniu umieścił slogan “superb bass” (wspaniały, znakomity bas), ale po głośniku tej średnicy raczej basów podobnych do 30 cm subwoofera raczej się nie można spodziewać :).

Kolejny test to muzyka z radioodbiornika wbudowanego w komórkę. I tu kolejna niespodzianka – również działa to znakomicie, bo kabel służy jako antena (normalnie musimy również podłączyć np. słuchawki, które działają jako antena).

Następny test to podłączenie do laptopa. Wynik testu podobny jak w przypadku komórki – gra głośno i czysto, ale tutaj musiałem już uważać na przesterowanie, bo wyjście audio w moim laptopie ma zapewne dodatkowe wzmocnienie dla słuchawek (głośnik wpięty do wyjścia audio został rozpoznany jako słuchawki, a nie urządzenie wymagające wyjścia typu “line out”). Gdy głośność na wyjściu dałem na 100% i głośność w odtwarzaczu również na 100%, wyraźnie słychać było już przesterowanie niektórych dźwięków, a głośnik przy głębszych “basach” zaczął już “jeździć” po stole mimo gumowanej podstawki.

Wg instrukcji, gdy podłączamy głośnik do laptopa możemy lub powinniśmy także podłączyć kabel USB, który naładuje baterie i będzie zasilał jednocześnie głośnik bezpośrednio z portu. Możemy wtedy używać głośnika w nieskończoność, bo bateria nie będzie się rozładowywać.

HP S4000 - bok

Jak oceniam całość? Dobrze, ale wykonanie i jakość dźwięku na kolana nie powala. Ale czego można oczekiwać po głośniku za ok. 50-60 zł (chociaż w niektórych sklepach znaleźć można ten głośnik i za ponad 100 zł)?

Na plus:

  • czysty dźwięk,
  • głośność,
  • niewielkie wymiary i mała waga.

Na minus:

  • jakość obudowy,
  • różnej długości dołączone kabelki,
  • jednak zbyt mało niskich dźwięków.

Do minusów dodałby także fakt, że połączenie z innym urządzeniem jest analogowe przy użyciu kabla audio. Za nieco ponad 100 zł można już bowiem kupić głośniki komunikujące się z telefonem czy komputerem przy użyciu technologii Bluetooth i to sprawia, że głośnik rzeczywiście można nazwać przenośnym i mobilnym.