Rewal – Dźwirzyno na rowerze

Posted in Podróże, Polska, Rower on May 4th, 2017 by BAKLO

Zachodnie wybrzeże Polski całkiem dobrze nadaje się do zwiedzania linii brzegowej Bałtyku na rowerze. Ciężko jednak znaleźć informacje w internecie o przebiegu samych tras, a tym bardziej praktycznych informacji. W kolejnych dwóch postach postaram się opisać dwie trasy jakie zrobiłem w pierwszej połowie 2017 roku, za każdym razem startując z Rewala. Rewal wybrałem nieprzypadkowo – to mniej więcej połowa drogi pomiędzy Międzywodziem na zachodzie, a Dźwirzynem na wschodzie, a więc między miejscowościami, które miały stanowić graniczne punkty moich wycieczek.

Z Rewala zarówno w jedną, jak i w drugą stronę jest prawie dokładnie 30 km, na dodatek w większości po płaskim terenie, a więc trasy te nadają się idealnie na całodzienne wycieczki. Tempem spacerowym (średnio ok. 15 km/h) oraz uwzględniając krótkie przerwy na zdjęcia i dłuższe na jedzenie oraz odpoczynek, przejechanie każdej z tras (tam i z powrotem) powinno zająć ok. 6 godzin. Warto także wspomnieć, że każda trasa daje pewne alternatywy w jej pokonywaniu, więc w obydwie strony wcale nie trzeba jechać dokładnie tak samo.

Dodatkowo starałem się jechać trasami bezpiecznymi dla rowerzystów, a więc tylko ścieżkami rowerowymi wydzielonymi od jezdni oraz dedykowanymi ścieżkami rowerowymi, jak również ścieżkami leśnymi. Generalnie starałem się trzymać jak najbliżej wybrzeża i przez 90% trasy jest to jak najbardziej możliwe. Poruszałem się na rowerze górskim, ale przejechanie trasy nawet na rowerach wycieczkowych z wypożyczalni nie powinno być problemem.

Zobacz także drugą trasę: Rewal – Międzywodzie na rowerze

Przebieg trasy: Rewal – Niechorze – Pogorzelica – Mrzeżyno – Rogowo – Dźwirzyno (i z powrotem).
Długość trasy: ok. 60 km (30 km w jedną stronę).
Szacowany czas przejazdu: 6 godzin (3 godziny w jedną stronę).
Nawierzchnia: asfalt, szuter, kostka brukowa, niewielkie odcinki ścieżek leśnych.
Przebieg trasy: głównie szlakiem czerwonym oraz miejscami trasą rowerową R10.

000-Rewal - Dzwirzyno - Rewal-Rowerem

Przebieg trasy Rewal – Dźwirzyno – Rewal

Zaczynając z Rewala sugeruję kierować się ścieżką rowerową biegnącą wzdłuż ul. Łokietka. Na końcu drogi skręcamy w prawo w ul. Klifową, która prowadzi już aż do Niechorza. To niestety pierwszy i jedyny dłuższy odcinek biegnący wzdłuż drogi (1,5 km). Jest to jednak droga boczna łącząca Rewal i Niechorze, pełna turystów na poboczach, z ograniczeniem prędkości do 30 km/h oraz niewielkim natężeniem ruchu samochodowego. Już po chwili po prawej mijamy cmentarz, a za kilka minut po lewej zobaczymy pierwszy punkt, gdzie warto stanąć na chwilę – latarnię morską w Niechorzu.

00-Latarnia-Niechorze

Latarnia w Niechorzu

Za latarnią, gdy asfalt skręca w prawo, skręcamy w lewo w szutrową drogę i za chwilę w prawo kierując się do parku miniatur latarni morskich. Ulicą Ludną w dół zjeżdżamy do centrum Niechorza. Na końcu drogi skręcamy lekko w lewo i ponownie włączamy się na chwilę do głównej drogi. Po 200 metrach miniemy po prawej jednostkę OSP, a po kolejnych 200 metrach dojedziemy do parkingu przy stacji kolejki wąskotorowej. Skręcamy w prawo i przez parking  wjeżdżamy na ścieżkę rowerową prowadzącą wzdłuż torów w kierunku Pogorzelicy.

Ścieżka Niechorze - Pogorzelica

Ścieżka Niechorze – Pogorzelica

Jadąc tą ścieżką bardzo szybko miniemy “od zaplecza” Niechorze oraz Pogorzelicę. Z drugiej strony będziemy mogli podziwiać rezerwat przyrody oraz Jezioro Liwia Łuża. Gdy ścieżka rowerowa dotrze do głównej drogi przejeżdżamy na drugą stronę i kierujemy się lekko w lewo na betonową drogę (uwaga, NIE skręcamy w prawo gdzie odbija inna ścieżka rowerowa). Za chwilę skończą się zabudowania i wjedziemy do lasu, a po 2 km staniemy przed pierwszym ważnym wyborem. 

Rozwidlenie ścieżki Pogorzelica - Mrzeżyno

Rozwidlenie ścieżki Pogorzelica – Mrzeżyno (ścieżka szutrowa)

Rozwidlenie ścieżki Pogorzelica - Mrzeżyno (ścieżka betonowo-brukowa)

Rozwidlenie ścieżki Pogorzelica – Mrzeżyno (ścieżka betonowo-brukowa)

Tu trasa przebiega dwoma alternatywnymi drogami. Możemy jechać dalej prosto po betonowych płytach oraz bruku lub skręcić w prawo i jechać stosunkową nową, szutrową ścieżką rowerową. Trasa po betonie i bruku ma ok. 6 km i biegnie cały czas szczytem klifu, wzdłuż płotu ogradzającego teren wojskowy.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (po betonie)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (po betonie)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (po bruku)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (po bruku)

Trasa przez las ma ok. 7 km i biegnie z drugiej strony wspomnianego terenu wojskowego.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (lasem)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (lasem)

Obie drogi ostatecznie spotkają się w tym samym miejscu – prawie przy punkcie widokowym, w którym polecam zrobić sobie dłuższy postój. Znajdują się tu stoły, zadaszenie, ławki i stojaki na rowery. To jednocześnie około połowa drogi do Dźwirzyna.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (punkt widokowy)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (punkt widokowy)

Z punktu widokowego kierujemy się dalej ścieżką betonową w kierunku Mrzeżyna, mając morze cały czas po lewej stronie. Stąd już nie sposób się zgubić, bo ścieżka od tego miejsca jest dość dobrze oznakowana. Po chwili znaki skierują nas w prawo do lasu.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (skręt w prawo w las)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (skręt w prawo w las)

Następnie z lasu w lewo ponownie na drogę betonową, a następnie znowu w prawo do lasu. Tu na skrzyżowania znajduje się kolejny punkt postojowy dla rowerzystów. Stąd ścieżką leśną wzdłuż ogrodzenia kolejnego obiektu wojskowego dojedziemy do brukowanej drogi.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (leśny odcinek)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (leśny odcinek)

Skręcamy w prawo na ścieżkę rowerową biegnącą wzdłuż drogi.

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (ścieżka wzdłuż drogi)

Ścieżka Pogorzelica -Mrzeżyno (ścieżka wzdłuż drogi)

Ta ścieżka doprowadzi nas już wprost do portu w Mrzeżynie i mostu, który pozwoli nam przejechać na drugą stronę Regi.

Port w Mrzeżynie

Port w Mrzeżynie

Po przejechaniu mostem na drugą stronę Regi na rondzie skręcamy od razu w lewo do centrum miejscowości. Tu istotne, aby poruszać się bocznymi uliczkami, a nie główną drogą, która prowadzi na Kołobrzeg – natężenie ruchu jest tu duże i droga nie jest bezpieczna dla rowerzystów. Gdy będziemy jechać w centrum wzdłuż wydm, ostatecznie powinniśmy wjechać na ulicę Wypoczynkową przejechać obok ośrodka Marina. Za ośrodkiem droga się skończy i przejdzie w leśną ścieżkę. Omijamy barierkę i dalej lasem jedziemy w kierunku Rogowa. Ostatecznie ścieżka zaprowadzi nas do głównej drogi, ale w momencie gdy wyjedziemy z lasu, tuż po lewej stronie zobaczymy tablicę z nazwą miejscowości (Rogowo), a zaraz za nią rozpoczyna się ścieżka rowerowa, która przez Rogowo poprowadzi nas już aż do samego Dźwirzyna. Za Rogowem możemy jeszcze stanąć po prawej nad jeziorem Resko Przymorskie z widokiem na farmę wiatrową na przeciwległym brzegu.

Jezioro Resko Przymorskie w Rogowie

Jezioro Resko Przymorskie w Rogowie

Stąd już tylko 2 km do Dźwirzyna, gdzie korzystając z lokalnej gastronomii można zrobić dłuższy postój. To prawie dokładnie 30 km od Rewala i jeśli wracamy tą samą drogą – połowa naszej trasy.

Wjazd do Dźwirzyna

Wjazd do Dźwirzyna

Z powrotem dla urozmaicenia możemy wybrać alternatywną drogą od punktu widokowego za Mrzeżynem i np. zamiast lasem pojechać po bruku (jest z górki więc odcinek szybko będzie za nami). Także wzdłuż Pogorzelicy i Niechorza można pojechać np. przez miasto, zamiast ścieżką rowerową wzdłuż trasy kolejki wąskotorowej.

Zobacz także drugą trasę: Rewal – Międzywodzie na rowerze

Wypłukaj – przepłukaj

Posted in Humor on February 13th, 2017 by BAKLO

Dzisiaj krótko z cyklu “Polski język, trudna język”. Taki oto “opis” znalazłem na jednym z artykułów w markecie – butelce do filtrowania wody. Generalnie tłumaczenie naprawdę dobre, ale dwa słowa zdradzają, że zapewne nie robione przez rodowitego Polaka.

przeplukaj_wyplukaj

 

Dokąd idziesz komórkowa technologio?

Posted in Opinia i komentarz, Technologia, Telekomunikacja on October 16th, 2016 by BAKLO

Dotychczas, gdy przychodziła u mnie pora na wymianę telefonu, wszystko sprowadzało się do kwestii wyboru najbardziej optymalnego dla mnie modelu w ramach założonego budżetu. Przymierzając się jednak teraz do nowego smartfona, po prostu nie widzę dla siebie odpowiedniego modelu.

1. Po pierwsze rozmiar ekranu

Po przejrzeniu aktualnych ofert problemem stały się… wymiary dostępnych na rynku modeli. Już 3 lata temu doszedłem do wniosku, że poszukuję przede wszystkim telefonu, a funkcje multimedialne są niezmiernie użyteczne, ale powinny być tylko dodatkiem. Obecnie mam wrażenie, że telefon to przede wszystkim mini komputer, a funkcja dzwonienia i wysyłania smsów to tylko dodatek. Patrząc na specyfikację nowym modeli przeraża mnie przede wszystkim rozmiar wyświetlacza. Nawet wśród niezbyt drogich modeli ekran 5″ lub 5,5″ to standard, co wpływa na ogólne wymiary telefonu. Obecnie używane przeze mnie 4,3″ wydaje mi się w zupełności wystarczającą przekątną nawet do aplikacji typu przeglądarka internetowa, czy nawigacja. Ekran o rozmiarze 4″ sprawia przy tym, że telefon nie jest jeszcze większy od dłoni, a więc rozmawiając, nie tworzymy wrażenia, jakbyśmy przy uchu trzymali zeszyt lub cegłę. Dlatego już poprzedni model to telefon z przyrostkiem “mini” w nazwie, co wcale nie oznacza, że jest mały.

ewolucja_telefonow

2. Po drugie gigaherce i rdzenie

Do granicy 2 GHz zaczęto w telefonach komórkowych zbliżać się już jakiś czas temu. Teraz to już standard, jednak o ile 3-4 lata temu telefony miały 2 rdzenie, obecnie 4 , czy 8 rdzeni nie robi wrażenia. Tu zdecydowania powtarza się historia z komputerów, gdzie oprócz gigaherców (nie zawsze przekładających się na wydajność) ważna jest możliwość wykonywania kilku zadań jednocześnie. Wszystko fajnie, ale tu z kolei wpadamy w sidła właściwości cieplnych takich procesorów. Niestety prawa fizyki są nieubłagane, o czym przekonaliśmy się już w laptopach posiadających niewystarczające chłodzenie. Procesor pracujący pod obciążeniem ze znamionową prędkością, w momencie, gdy zaczyna się przegrzewać, uruchamia mechanizmy zabezpieczające. To najczęściej wyłączenie niektórych rdzeni i/lub obniżenie taktowania, zwane throttlingiem. Nie inaczej jest w przypadku telefonów, gdzie twórcy i użytkownicy różnego typu programów testujących wydajność smartfonów szybko doszli do wniosków, że tak naprawdę telefon z pełną wydajnością jest w stanie pracować co najwyżej kilka minut, a potem, aby zapobiec negatywnemu wpływowi temperatury na elektronikę, telefon zaczyna się “schładzać” obniżając parametry pracy procesora. Co ciekawe w tym czasie taki smartfon osiąga wyniki nie dużo lepsze niż w telefonach sprzed kilku lat. Gdzie więc tutaj sens wkładania w przenośne urządzenie bez odpowiedniego oprowadzenia ciepła tak wydajnych komponentów? Mam nieodparte wrażenie, że to czysty marketing.

3. Po trzecie czas pracy na baterii

Za dużym ekranem i wydajnymi procesorami idzie niestety duże zapotrzebowanie na energię. Telefony rosną, rosną również baterie i nie trudno znaleźć telefon mający baterie o pojemność ok. 3000 mAh. Wcale jednak nie przekłada się to na czas pracy telefonu, bo prądożerne elementy jak ekran full HD, kilku-rdzeniowy procesor 2 GHz i kilka GB pamięci operacyjnej swoje pobierają. Dwukrotnie pojemniejsze baterie w porównaniu z telefonami sprzed 3-4 lat mogłyby sugerować dwukrotnie dłuższy czas pracy na akumulatorze, jednak nadal musimy sięgać po ładowarkę raz dziennie, a intensywnie użytkując telefon standardem stało się noszenie ze sobą zewnętrznej baterii pozwalającej doładować telefon, gdy nie mamy dostępu do gniazdka. Gdy to tego wszystkiego dodamy fakt, że bateria to najszybciej psująca się “część”, a większość nowych smartfonów jest nierozbieralnych, jesteśmy skazani na wymianę telefonu w momencie, gdy nasza bateria zakończy swój żywot, najczęściej o wiele szybciej niż żywotność pozostałej elektroniki.

4. Po czwarte delikatność

Większość nowych telefonów posiada przynajmniej ekran pokryty hartowanym szkłem różnego typu, ale coraz częściej cały telefon, zarówno z przodu i z tyłu pokrywany jest szkłem odpornym na zarysowania. Super, bo nic gorszego niż porysowany ekran i obudowa. Jednak szybko okazało się, że o ile temat rysowania się obudowy takie szkło rozwiązuje, to jego zastosowanie czyni smartfon praktycznie nieodpornym na upadki, zwłaszcza na twarde powierzchnie typu beton. Biorąc pod uwagę fakt, że taki szklany “pokrowiec” jest najczęściej trwale zespolony z resztą telefonu i jego wymiana bez specjalistycznych narzędzi jest niemożliwa, z łezką w oku patrzę na czasy, gdy po upadku telefonu wystarczyło kupić za kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych nową obudowę z tworzywa sztucznego i cieszyć się… “nowiutkim” telefonem.

Wniosek?

Mam tutaj szczerą nadzieję, że 2017 przyniesie nowy trend do pomniejszania telefonów i wrażenie, że historia zatoczy koło. Już od początków telefonii mobilnej wielkość telefonów zmieniała się w czasie. Mieliśmy już cegły, po czym przyszedł okres miniaturyzacji. Teraz jesteśmy na etapie fascynacji dużymi ekranami, ale przyroda (i biznes) nie znosi pustki. Mam wrażenie, że ludzi szukających telefonów “mini” lub “compact” jest więcej. A skoro jest popyt, to musi być i podaż. Jeśli do tego dojdą parametry takie jak odporność na upadki, kilkudniowy czas pracy na baterii przy po prostu “wystarczających” parametrach procesora i pamięci, mam wrażenie, że telefon taki może być hitem sprzedaży wśród ludzi, którym minie fascynacja najszybszym smartfonem z największym ekranem.

Wieże (widokowe) w Przemęckim Parku Krajobrazowym – rowerem

Posted in Podróże, Polska, Rower on August 4th, 2016 by BAKLO

Wybierając się w rejony Przemęckiego Parku Krajobrazowego, poza niewątpliwymi walorami przyrodniczymi, jedną z ciekawszych atrakcji jest możliwość podziwiania okolicy z wież widokowych. Obserwację można prowadzić z czterech punktów obserwacyjnych: z 3 wież drewnianych (Dominice, Olejnica, Siekowo) oraz z wieży kościoła w Kaszczorze. Najlepszym środkiem transportu jest tu rower i jest to bardzo fajna całodniowa wycieczka.

Aby zobaczyć 3 drewniane wieże będziemy musieli rowerem przejechać ok. 50 km, co zajmuje blisko 3,5-4 godziny tempem spacerowym. Moja średnia prędkość wyniosła niecałe 15 km na godzinę. Warto jednak pamiętać, że wejście na każdą wieżę to dodatkowy czas. Tylko 3 drewniane wieże to ok. 250 schodów do góry i tyle samo w dół. Nawet krótka wizyta na każdej wieży sprawia, że do czasu wycieczki należy dodać ok. godzinę. Tak więc całą trasę należy obliczyć na co najmniej 5 godzin, jeśli zechcemy jechać dalej do wieży kościoła w Kaszczorze – dodajmy jeszcze godzinę.

Przemęcki Park Krajobrazowy - wieże widokowe

Przemęcki Park Krajobrazowy – wieże widokowe

Sugeruję zacząć w miejscowości Boszkowo-Letnisko nad Jeziorem Dominickim. To dobry punkt startowy z uwagi na możliwość wygodnego zaparkowania (darmowych parkingów jest jednak niewiele, pozostałe są płatne – ok. 10 zł za dzień). Boszkowo-Letnisko ma poza tym doskonałą bazę noclegową i gastronomiczną, więc po wycieczce będziemy mogli się posilić lub przenocować. Trasa jest łatwa, lekka i przyjemna (prowadzi praktycznie cały czas po płaskim), a także w dużej mierze bezpieczna – 90% trasy prowadzi po ścieżkach rowerowych, drogach leśnych lub polnych (szutrowych). Tylko niewielkie odcinki przebiegają drogami asfaltowymi, ale są to trasy o niewielkim natężeniu ruchu samochodowego.

Z Boszkowa-Letniska ruszamy leśną dróżką biegnącą wzdłuż wschodniego brzegu jeziora i kierujemy się do Dominic położonych na południowym krańcu jeziora. W pewnym momencie leśna ścieżka zacznie prowadzić w górę i wzdłuż płotu ośrodka wypoczynkowego wyjedziemy na asfalt. Skręcamy w prawo i jedziemy dalej do Dominic. Gdy dojedziemy do Dominic, na skrzyżowaniu skręcamy w lewo w kierunku Włoszakowic. Tu czeka nas podjazd po spore wzniesienie, ale to praktycznie jedyny taki podjazd. Na szczycie wzniesienia, zaraz gdy po lewej zaczynają się pola, a kończy las, skręcamy w prawo w las w kierunku stacji uzdatniania wody. Po chwili skręcamy w prawo i już po 100 metrach po lewej zobaczymy pierwszą wieżę widokową. To najmniejsza z wszystkich wież, ale położona jednak na sporym wzniesieniu, więc z bardzo ładnym widokiem na Jezioro Dominickie.

Wieża widokowa w Dominicach

Wieża widokowa w Dominicach

Po wizycie na wieży kierujemy się drogą dalej w dół i w lewo. Gdy wyjedziemy z powrotem w Dominicach na szutrową drogę skręcamy w lewo i zaraz w prawo w kierunku Górska. Tu będzie nas prowadził szlak rowerowy i tym szlakiem jedziemy przez las, aż dojedziemy do skrzyżowania w Górsku. Tutaj skręcamy w prawo zgodnie z drogowskazami na Olejnicę. To praktycznie jedyny dłuższy asfaltowy odcinek na trasie, ale już po kilku minutach powinniśmy dojechać do Olejnicy. Na skrzyżowaniu, za sklepem skręcamy w lewo. Gdy przejedziemy nad kanałem, po lewej zobaczymy parking i kierunkowskaz do wieży widokowej. Skręcamy w las i już po 100 metrach dotrzemy do drugiej wieży. Ta jest zdecydowanie wyższa, ale najwyższy poziom jest tylko nieznacznie ponad koronami drzew, więc widok jest “taki sobie”.

Uwaga! Od końca marca 2017 wejście na wieżę widokową w Olejnicy jest zabronione (zapewne ze względu na pogarszający się stan budowli) o czym informuje odpowiedni komunikat przy wejściu. Wieża była także ogrodzona taśmą, ale obecnie taśma ta została zerwana (maj 2017).

Wieża widokowa w Olejnicy

Wieża widokowa w Olejnicy

Od drugiej wieży opcjonalnie możemy pojechać do Kaszczora, aby wejść na wieżę betonową w kościele poewangelickim (punkt widokowy jest dostępny tylko w niedzielę po 15:00). Jeśli wybieramy tą opcję, gdy jedziemy od wieży, to skręcamy w prawo i szlakiem niebieskim kontynuujemy do Osłonina, a następnie do Kaszczora. W Kaszczorze skręcamy w lewo i mijamy po prawej kościół z czerwonej cegły, a kilkaset metrów dalej zobaczymy następny kościół i tym samym nasz kolejny cel. Stąd wracamy do centrum Kaszczora, skręcamy w lewo i za chwilę w prawo w polną drogę na szlak czerwony w kierunku Punktu Lehmana. Gdy dotrzemy do Punktu Lehmana jedziemy dalej prosto w kierunku Perkowa i Przemętu (po drodze można jeszcze zobaczyć Kanapę Napoleona), aż wjedziemy na szklak niebieski prowadzący z Olejnicy (z poprzedniej wieży).

Wieża widokowa w Kaszczorze

Wieża widokowa w Kaszczorze

Gdy pomijamy Kaszczor, z wieży w Olejnicy wracamy do asfaltu, skręcamy w prawo i po kilku metrach przed kanałem w lewo. Teraz leśną drogą, szlakiem niebieskim, jedziemy w kierunku Perkowa i Przemętu. Na skrzyżowaniu skręcamy lekko w prawo (trzymamy się szlaku niebieskiego), a po drodze mijamy Polanę Myśliwską i Ostoję Dzik (dobre miejsce na piknik). Jedziemy cały czas wzdłuż jezior, które możemy obserwować po naszej prawej ręce. Gdy dojedziemy do Perkowa, skręcamy w prawo i zaraz za skrzyżowaniem wjeżdżamy na ścieżkę rowerową do Przemętu. Już po kilku metrach zobaczymy przed nami imponujące wieże Opactwa w Przemęcie.

Opactwo w Przemęcie

Opactwo w Przemęcie

Jedziemy dalej przez Przemęt cały czas główną drogą asfaltową (tu warto uważać, bo to jedyny odcinek z dużym natężeniem ruchu kołowego) ulicą Opacką, dalej ul. Kasztelańską, mijamy po lewej stację benzynową, następnie staw. Tu skręcamy na Śmigiel (w lewo). Po kilkuset metrach po lewej będzie przystanek, za nim skręcamy w lewo (przed stodołą i tablicą ogłoszeniową) i zaraz skręcamy w lewo w ul. Kluczewską. Teraz prosto polną drogą przez pola w kierunku Kluczewa. W Kluczewie tylko na chwilę wjeżdżamy na asfalt, ale jedziemy nadal prosto i po 100 metrach wjeżdżamy z powrotem na polną drogę. Teraz już prosta droga do ostatniej wieży w Siekowie. Stąd prowadzą już znaki, więc nie sposób się zgubić. Wieża w Siekowie jest czynna tylko w weekend (piątek-niedziela), a wstęp jest płatny: 2 zł bilet normalny, 1 zł bilet ulgowy. Na szczyt prowadzi 147 schodów. Widok ze szczytu jest wspaniały, warto zabrać lornetkę, bo można stąd podziwiać cały Przemęcki Park Krajobrazowy, chociaż formalnie wieża w Siekowie leży już poza obszarem parku.

Wieża widokowa w Siekowie

Wieża widokowa w Siekowie

Z ostatniej wieży wracamy tą samą drogą, przez pola, Kluczewo, znowu przez pola aż dojedziemy do Przemętu. Tu kierujemy się w prawo do centrum i obok stawu, na skrzyżowaniu skręcamy w lewo na Wieleń. Wjeżdżamy na ścieżkę rowerową, ale tylko na chwilę. Gdy droga zacznie zakręcać w prawo, po lewej ręce zobaczymy krzyż (kapliczkę). Powinniśmy tutaj kierować się prosto drogą polną (ścieżka rowerowa będzie skręcać jak asfaltówka w prawo), tak aby kapliczkę mieć po prawej ręce. Teraz czeka nas niewielki podjazd, ale od szczytu będzie już tylko z górki. Po kilkunastu minutach dojedziemy do Starkowa, tu skręcamy w prawo, przejeżdżamy przez tory i skręcamy w lewo na krzyżowaniu z kapliczką w kształcie małego kościoła. Teraz ścieżką rowerową jedziemy już do Boszkowa-Letniska, cały czas wzdłuż asfaltu.

Sugeruję zapoznać się z mapą przed wyjazdem i prześledzić trasę np. na Google Maps oraz korzystając ze Street View. Warto również wydrukować sobie mapkę z początku tego posta i jechać “po mapie”. Szlaki w Przemęckim Parku Krajobrazowym są dobrze oznakowane, ale szlaków jest dużo (piesze, nordic walking, rowerowe) i niektóre oznaczenia nadgryzł już ząb czasu. Zauważyłem np., że na trasie spotkamy zarówno szlak pomarańczowy, jak i czerwony, przy czym czerwona farba w niektórych miejscach nieco wyblakła i można pomarańczowy z czerwonym wyblakłym bardzo łatwo pomylić. Komórka z GPSem i aplikają Google Maps też może się przydać w razie wątpliwości na trasie.

Chcesz uniknąć wysokich faktur za prąd od Enea? Podawaj odczyt tylko Enea S.A., a nie Enea Operator Sp. z o.o.

Posted in Opinia i komentarz, Różne on July 28th, 2016 by BAKLO

Muszę przyznać, że rozgryzienie sposobu działania Enei trochę czasu mi zajęło, chociaż przypuszczam, że u innych dostawców jest podobnie. Nie mniej uważajcie, bo zawierając umowę kompleksową z dostawcą Energii elektrycznej (np. z Enea S.A.) tak naprawdę przez większość czasu (odczyty i sprawy techniczne) kontaktować będzie się z odbiorcą wcale nie Enea S.A., a Enea Operator Sp. z o.o. To niestety rodzi szereg problemów, zwłaszcza, że w moim odczuciu Enea Operator posiada dość niskie standardy obsługi klienta. Przede wszystkim odczyty dokonywane są przez inkasentów, którzy działają chyba trochę na własną rękę. Jeśli nie ma Cię w domu, możesz w drzwiach znaleźć karteczkę, na której treść będzie zależna od inkasenta. Jeden poda numer telefonu (zapewne prywatna komórka), inny poda numer telefonu i adres email na jednym z polskich portali (zapewne również prywatny adres). Nie wiem ile to ma wspólnego z ustawą o ochronie danych osobowych, ale przypuszczam, że niewiele – nie wiem bowiem w jaki sposób pracownik firmy zewnętrznej korzystając z maila na komercyjnym portalu będzie w stanie zagwarantować, że dane osobowe przekazywane na ten adres będą poufne i zabezpieczone.

Nie wierzycie, proszę, o to przykłady karteczek z 3 kolejnych odczytów – nie muszę chyba mówić, że inkasenci chodzą w godzinach swojej pracy zapewne pokrywającej się z godzinami mojej pracy (jak i większości pracujących ludzi), więc standardowo znajduję takie karteczki co 2 miesiące w drzwiach lub skrzynce na listy:

Karteczka z marca 2016, podana komórka i adres email na komercyjnym portalu o2.pl

Karteczka z marca 2016, podana komórka i adres email na komercyjnym portalu o2.pl

Karteczka z maja, podana jedynie komórka i wpisany błędny adres (zamiast daty)

Karteczka z maja, podana jedynie komórka i wpisany błędny adres (zamiast daty)

Karteczka z lipca, podana jedynie komórka i wpisany adres (zamiast daty). Komórka nie odpowiada, gdy próbuje się na nią dzwonić.

Karteczka z lipca, podana jedynie komórka i wpisany adres (zamiast daty). Komórka nie odpowiada, gdy próbuje się na nią dzwonić.

Wydawałoby się, że skoro nie było mnie w domu i podam stan licznika na podany numer telefonu (lub adres email), to sprawa będzie załatwiona. Nic bardziej mylnego. Patrząc na faktury od razu widać, że daty odczytów są można powiedzieć dość dowolne. Raz inkasent przyjdzie tydzień za wcześniej, raz 2 tygodnie za późno. Ot taka loteria, chociaż niby odczyty powinny być co 2 miesiące. Jednak jeśli raz inkasent przyjdzie tydzień za szybko, a potem 2 tygodnie za późno, to okres między odczytami to już nie 2 miesiące, a 2 miesiące i 3 tygodnie, co może mieć istotny wpływ na wysokość faktury w tym okresie. Nie bardzo rozumiem jak to działa, bo inne firmy (telekomunikacyjne, dostawycy tv, czy internetu) są w stanie ogarnąć okresy rozliczeniowe, np. miesięczne i rozliczenie następuje zawsze w ten sam dzień miesiąca. Generalnie jednak i tak inkasent (lub Enea Operator) przekazuje swoje odczyty do Enea S.A. z opóźnieniem i potem różne daty “odczytów” można znaleźć na fakturze, nie zawsze pokrywające się z datą odczytu, zwłaszcza jeśli tego odczytu dokonaliśmy sami i podaliśmy stan przez telefon (inkasent zapewne stan podany przez telefon “zalicza” sobie jako wizytę i osobiste odczytanie licznika). Co ciekawe nawet dzwoniąc na numer Enea S.A. (61 111 11 11) i wybierając opcję 5, czyli “Podanie stanu licznika”, wcale nie ma pewności, że sprawa jest załatwiona. Przede wszystkim wybierając opcję 5 (Podanie stanu licznika) lub 6 (Sprawy techniczne) jesteśmy przełączani do Enea Operator, chociaż Enea Operator podaje na swojej stronie inny numer kontaktowy (61 850 40 00). Swoją drogą ciekawe, czy takie przełączanie do innej firmy (do Enea Operator), gdy dzwonimy do Enea S.A. jest w ogóle zgodne z prawem, zwłaszcza, że nie jest odtwarzana żadna informacja, że wybranie opcji 5 powoduje przekierowanie rozmowy do innej firmy. I na koniec hit: gdy połączymy się z Enea Operator i podamy stan licznika, na końcu zostaniemy poinformowani regułką, że podany stan został wprawdzie przyjęty, ale może on nie zostać uwzględniony przez sprzedawcę (tj. Enea S.A.). WTF? Na pytanie o co w zasadzie chodzi i czy odczyt został przyjęty, czy nie – Pani potrafiła tylko mętnie wytłumaczyć, to co już powiedziała: że Enea Operator stan przyjęła, ale (powtarzając tą samą regułkę) informuje, że może on nie zostać uwzględniony przez sprzedawcę (Enea S.A.).

Ale i to się da obejść, bo dzwoniąc do Enea S.A. na numer 61 111 11 11 wystarczy wybrać 3 (Faktury i saldo). Wtedy połączymy się nie z Enea Operator, a z Enea S.A. i… tu również możemy podać odczyt (stan) licznika, który od razu wprowadzany jest do systemu rozliczeniowego (co ciekawe tutaj już mają podgląd na szczegóły, czy np. inkasent podał stan po ostatnim odczycie inkasenckim).

Wniosek jest prosty: Chcesz uniknąć wysokich faktur za prąd od Enea ze względu na rozliczanie wg odczytów inkasenta w losowych terminach lub na podstawie prognoz jeśli Enea Operator nie przekaże na czas danych do Enea S.A. lub odczyt przez Enea S.A. nie zostanie uwzglęniony? Podawaj odczyt tylko bezpośrednio Enea S.A., a nie Enea Operator Sp. z o.o.

I na koniec, żeby nie było, że tylko Enea Operator ma niskie (w mojej ocenie) standardy – takiego oto “poszarpańca” (inkasent Enei ma chociaż karteczki wycięte nożyczkami) zostawił mi w maju inkasent zbierający dane dla PGNiG:

Takie poszarpańca zostawia z kolei inkasent zbierający dane dla PGNiG. Podane są jednak oprócz komórki numery stacjonarne i ktoś się podpisał po informacją (chociaż podpis jest nieczytelny)

Takiego poszarpańca zostawia z kolei inkasent zbierający dane dla PGNiG. Podane są jednak oprócz komórki również numery stacjonarne i ktoś się podpisał po informacją (chociaż podpis jest nieczytelny)

Na plus jednak, że są numery stacjonarne, komórka i ktoś sie podpisał (podpis jest jednak nieczytelny), ale korona z głowy temu, kto odczyta z tej karteczki jaka firma zostawiła “awizo”? Inkasent Enei miał na swojej karteczce chociaż logo i adres firmy, ale tu z kolei były inne braki.